TRANSCEDENTUM


Niedzielne wypociny…

Posted in Zakamarki..., praca by Aleksander Cynarski on the kwiecień 22nd, 2007

Papieros tli się jeszcze w popelniczce, a mnie jak zawsze w nocy wzięło na pisanie. Ubiegły tydzień mogę zaliczyć do udanych w pracy, z zaplanowanych zadań udało się wykonać coś około 90%, co myślę jest dość dobrym wynikiem. Fakt, że przez ostatnie dwa dni odsypiałem - ale i tak jestem dość zadowolony, idealnie by było wykonać 100% planu, ale na wszysto będzie pora - jak tylko zaczniemy bardziej planować i trzymać się założonych terminów to pójdzie jak po maśle. Oby tylko było dobre wsparcie reszty współpracowników.
Weekend miło spędziłem w łóżku śpiąc, jedząc i oglądając seriale Anime (he, he tym razem bebop’a) - fajnie jest sobie zrobić przerwę od klikania (ale tylko czasami).
Udało się zrobić dobre podstawy do systemu provisioningu dla urządzeń VoIP, łącznie z prostym systemem szablonów dla rozpoznawania konfiguracji różnych urządzonek, teraz tylko podpięcie do reszty systemu i powinno ładnie zaklikać, swoją drogą najwięcej modrowania było z bitmap’ami dla rozwiązań VoIP CISCO, ale jak na razie działa (przynajmniej na testach). Jak uda się zrealizować plany na ten tydzień, będę w niebo wzięty :) - obym tylko dostał urlop. he he.

spacerniak…

Posted in praca by Aleksander Cynarski on the listopad 30th, 2006

Obudzony przez pracownicę BOK zwlekłem się z materaca. Przełożyłem kartę SIM z centralki GSM do jej telefonu. A co mi tam, pomyślałem. Byle tylko dała mi spokój. Położyłem się znowu, noc miałem ciężką - sporo ikonek do podmiany w moim OSX’ie. Około godziny po zdarzeniu z GSM’em wszedł od pokoju serwisant krzycząc coś w drzwiach, nie dosłyszałem. Wyszedł. Po około 20 minutach wrócił z piwem, deko się oburzyłem - ale podobno chciałem, no tak następnym razem będę słuchać ze zrozumieniem. Leżałem dalej i ani myślałem się ruszyć. Deko zaśmierdłem przez noc, babi i tak ma urlop więc mogę spokojnie siedzieć w pokoju i śmierdzieć. Wstałem, rozejrzałem się po pokoju działowym. Tak, niestety nic sie nie zmieniło. Miałem małą nadzieję, że przynajmniej te zapleśniałe kubki ktoś wyniesie - ale tłumaczyli że nie chcieli mnie budzić, patałachy.

W ubikacji, przypomniałem sobie o zaległej pracy - okładki w iTunes’ach. Ktoś dzwonił, ale stwierdziłem, że jest dopiero 11:30 - a rano sam sobie założyłem, że dzisiaj mam na popołudnie, więc nie odebrałem - znowu coś chcieli pomędzić.

Pijąc kawę, śmierdząc i marudząc pod nosem o wolnych transferach poszedłem zapalić porannego papierosa. Spotkałem na korytarzu współpracowników. O matko, czemu ja ?!

Nie ma się co martwić pomyślałem i wyszedłem przed biuro. Nie dopaliłem papierosa, wszedłem. Panny w BOK jak zawsze miłe i przyjazne dla wszelkiej maści dziwnych ludzi, łagodnym głosem stwierdziły - sierściuch ty już masz jakieś więzienne nawyki. Nie zrozumiałem, zaszyłem się w pokoju.

Po jakimś czasie, zrozumiałem.

Idę na kawe, dzień się jeszcze nie skończył. Jak to dobrze, że niedaleko jest BP z dobrymi zapiekankami i kawą.